czwartek, 24 czerwca 2010

Hey.

Hej. Mam na imię Ada i na tym blogu , będę zamieszczać swoje opowiadania.. może kiedyś napiszę krótką książkę. Mam nadzieję, że się spodoba. :)

"Potęga miłości"


To był czerwcowy weekend.
Jeden z ostatnich w tym miesiącu.

Maggie wybrała się na spacer do parku, wraz z psem. Jak zwykle zresztą.
Pomyślała.. : " Dzień, jak dzień". Nudny, szary.. i smutny. Ale wgłębi jednak, czuła ,że dziś będzie inaczej.

Z tych jej "myśli" wyrwał ją pies. Urwał się ze smyczy i biegł w kierunku ulicy.
"Stój!,stój!"- krzyczała Maggie, ale Bimber jej nie słuchał.
Biegł z językiem wywieszonym i widać nie miał zamiaru stanąć. "Co mu wpadło do głowy?"-pomyślała.
Nagle, jakiś mężczyzna złapał go na ręce. Maggie podbiegła do niego, podziękowała i już wyjmowała z portfela pieniądze , by mu zapłacić, kiedy on odezwał się. "Co pani robi ?" - i zaczął się śmiać. "chyba nie chce mi pani płacić ? "-spojrzał, uśmiechnął się , kiwnął głową, i spokojnym ruchem odszedł ku jezdni. Maggie , czuła się jakoś.. tak... dziwnie.

On kogoś jej przypominał. Ale nie wiedziała kogo. Ogólnie Maggie miała dziwne życie. Ojciec odszedł gdy miała 6 lat.
Tak po prostu.
Zniknął.
Bohaterka dużo myślała o tym wydarzeniu w parku.
Może.. to był jakiś Anioł Stróż. "Co za głupoty"- Pomyślała zrezygnowana i wróciła do swojej szarej rzeczywistości.
-Maggie , proszę posprzątać wreszcie swój pokój !-krzyknęła mama z dołu.
- Proszę cię już o to od zeszło rocznej Wielkanocy !
-Dobra, dobra. Zaraz to zrobie.- odparła żałośnie Maggie.

-Zaraz to jest taka bakteria.-odparła mama.
-To zarazek a nie zaraz .
-Nie dyskutuj ze mną ! raz, dwa proszę posprzątać pokój, bo inaczej nici z koncertu !
-Mamo, ale .. !-odparła smutno Maggie,
-Koniec kropka. Do 19 pokój ma być czysty !
I nagle Maggie , wstała i trzasnęła drzwiami.
Była taka zła.. bardziej niz osa , której zabrano kwiat z dużą ilością pyłku.
No ale cóż.

Zabrała się za sprzątanie swojego pokoju.
Jej sypialnia była jak każdej nastolatki.
No może nie każdej.
Większość pokojów nastolatek ozdobione są plakatami itp.
Tu , było podobnie, lecz to nie były plakaty gwiazd.
Ale na przykład plakaty, które Maggie sama malowała.
To była taka dusza artystyczna.
Maggie, położyła się na łóżku i włączyła mp3.
Była pewna, że już jest posprzątane.

Mama weszła do jej pokoju i odparła : -
-I jak tam "zarazku"? - uśmiechnęła się.
-Hy? - zapytała , z zażenowaną miną Maggie.

-No , pamiętasz jak sprzeczałyśmy się co to znaczy zarazek i zaraz ?
No i ja cię nazwałam "zarazek".-odparła mama z uśmiechem i czekała na reakcję córki.
-Eee.. mamo.. to nie jest śmieszne- odparła Mag i znów położyła głowę na poduszce.

-Coś cię dręczy?
-Nie.. i tak nie zrozumiesz.
-To może pozwól mi spróbować ?- zapytała mama .

-Dziś w parku, uciekł mi Bimber.-zaczęła opowiadać
- i jakiś pan wziął go na ręce i oddał mi go , dając jakiś komplement.

Wszystko byłoby ok., gdyby nie to, że ja go skądś znam..
Ale kompletnie nie wiem skąd.
Miał takie oczy.. jak tata.
Opowiadałaś mi o nim w końcu trochę , prawda ..?-zapytała Maggie.
-No tak.. - pokiwała głową mama..
- Dobrze. Czas wreszcie wyznać Ci prawdę.
-Jaką prawdę mamo ?- zapytała wystraszona Maggie- No mów ! Mamo !
-Dobrze.. już dobrze.
Twój ojciec, odszedł od nas.. ale nie dlatego , że chciał..
On musiał.

10 lat temu, gdy miałaś 16 lat, twój tata dostawał jakieś.. listy z pogróżkami.
-Nie wezwaliście policji?- zapytała zaciekawiona Maggie.
-No oczywiście , że tak. Ale oni twierdzili , że są bezsilni.
Wtedy twój tata, postanowił, że wyjedzie gdzieś za granicę.
Chciał nas chronić.
Nie mówiłam Ci.. bo byłaś za mała.. zrozum. Bałam się .
-Rozumiem mamo..-odparła ze łzami w oczach Maggie.-
-Chcesz powiedzieć, że ten pan w parku to był tata ?
-Myślę , że tak. - odparła mama- dzwonił niedawno, że jest już w naszym mieście.
Bał się jednak wyznać Ci prawdę, bo bał się, że może uznasz, że odszedł,
bo znalazł inną.
- A ty ?- zapytała Mag.
- Ja .. na początku też.. ale wierzyłam , że twój tata nie jest taki.
On za bardzo nas kochał, żeby odejść..- zakończyła mama i było widać ,że chce jej się płakać.
- Dlaczego więc się z nim rozwiodłaś ? - zapytała córka.
- Nie rozwiodłam. Pomyśl. Przecież ja też go kocham. Chociaż nie widziała, nie slyszałam sie z nim przez 10 lat.
-To się nazywa prawdziwa miłość ..- odparła Maggie.
-Dziękuję , że zrozumiałaś. - odrzekła mama i zaczęła płakać.
A wraz z nią.. jej córka.
Nagle rozległ się dzwonek.
-To pewnie Betty. Przecież mamy iść na koncert.- otarła łzy Maggie.
Ale .. ja nie idę.. Zostanę z Tobą..-spojrzała na mamę.
-Kochanie.. nie musisz.-uśmiechnęła się.
-Tak ? .. ale ja chcę.-odparła Maggie.
-No dobrze. Idź otwórz te drzwi !
Maggie zeszła na dół, spojrzała przez dziurkę i w jej oczach znów pojawiły się łzy.
Otworzyła , skoczyła w ramiona i szepnęła :
-Dziękuję.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz