niedziela, 27 czerwca 2010

Kolejne opowiadanie.

Hej. To znowu ja Ada. Tym razem opowiadanie napiszę ze swoją koleżanką Anią :) Mam nadzieję, że się spodoba.


"Diabeł w butelce"
Cz. I

-Co za nudy... - powiedziała Gosia. Nie lubiła lekcji matematyki, a nauczycielka akurat gadała o najtrudniejszych rzeczach z całego roku.
-Hej ! Masz długopis ?? - Zawołała Asia.
-Yyy.. Niee.. - odpowiedziała szybko Gośka.
-Dziewczyny , widzę , że już wszystko umiecie ? 0 zapytała z pretensjami nauczycielka. Wyglądała jakby w oczach miała papryczki chilli. Nigdy nie widziały jej tak wściekłej.
-Czy wy myślicie , że ta lekcja to żart ? - krzyknęła zdenerwowana zapominając , że jest na lekcji.
-Psze Pani .. - odparł ktoś z tyłu aksamitnym głosem- przecież tu wszyscy gadają, a tylko one oberwały i czy w ogóle ktoś panią pytał o zdanie ? one sobie ze sobą rozmawiały, a pani się wtrąciła. - odrzekł głośno chłopak.
Tajemnicza osobą z tyłu okazał się przystojny, jednak niezbyt inteligenty(co wynikło z jego wypowiedzi) Kacper. Wszystkie dziewczyny za nim szalały oprócz Ady. Ona wiedziała , że nie jest on typem dla niej. Julia, Asia, Gosia i Kinga były najlepszymi przyjaciółkami. Ada była nowa w szkole, a więc na razie jej najlepszym przyjacielem była iPod , w którym mieściły się zdjęcia jej najbliższych , świetna muza , itd. Ada, była jak na swój sposób osobą spokojną i nie lubiła nocnych klubów , bo wiedziała co się z tym wiąże. Alkohol , papierosy, narkotyki. Nie lubiła tego typu towarzystwa. Można powiedzieć , że trzymała się zasad jakie panowały u niej w domu.
Kacper natomiast był zupełnym przeciwieństwem nowej koleżanki. Uwielbiał dobrą zabawę , nocne wypady, i kłopoty. Cóż.. musiał polubić, bo ciągle w nie wpadał. ( w kłopoty)
Matematyczka spojrzała na lewo , złym wzrokiem na Kacpra i już otwierała usta aby na niego nakrzyczeć , gdy zadzwoniło zbawienie- szkolny dzwonek . Wszyscy wybiegli, a pani została sama jak palec.. Czerwony palec.
____________________

-Hej, Ada ! - zawołała Julia.
-Co ty robisz ? - syknęła cicho Gośka. - Chcesz ją tu zawołać ?
-Ona do nas nie pasuje - odrzekła szeptem Asia.
-Cicho. - powiedziała Julka i powtórnie zawołała Adę.
-Tak ? - zapytała Ada, podnosząc głowę z nad książki , którą czytała. Musiało to być coś ciekawego, bo czytała z wielkim zawzięciem . To była matma. Ada, nie miała z nią problemu, ale zawsze wolała powtórzyć i utrwalić materiał. Zwłaszcza , że zbliżał się wielki test.
-Chodź no tu do nas. - powiedziała Asia.
"Nowa" wstała z ławki , i niepewnym krokiem zaczęła iść w stronę nieznajomych.
Szczerze mówiąc , trochę się bała.. ale nie chciała żeby to było widać.
-Może pójdziesz z nami w Piątek na dyskę ? - zapytała Julia , zerkając na Adę.
-Wiemy , że jesteś nowa.. chociaż chodzimy do szkoły już dość długo, ty wciąż nie masz przyjaciela.. Na dysce mogłybyśmy zapoznać Cię z większością osób...- mówiła Kinga.
-To jak ? -zapytała Aśka.
-A ... o której ? -zapytała Ada
-o 17:30 w sali gimnastycznej. - odpowiedziały chórem. - Do zobaczenia .
I poszły. Ada została na placu i zastanawiała się czy dobrze zrobiła zgadzając się. W głowie krążyły jej różne myśli. Spokojnym krokiem ruszyła w stronę auta, którym potem odjechała do domu.
_______________

-Hej , już jestem - krzyknęła od progu Ada.
-Hej, hej ! - odparła mama- obiad masz na stole , a ja z tatą jedziemy do miasta. Musimy załatwić parę spraw , w związku ze zbliżającymi się feriami.
Ada spojrzała na tatę, a ten puścił jej oczko.
Gdy rodzice wyszli, Ada wbiegła schodami do swojego pokoju. Nie mogła opanować tej radości. Nareszcie czuła , że ktoś ją polubił. Oczywiście oprócz jej kochanego pieska , Bimbera. On zawsze był przy niej. I przy tych złych chwilach i tych dobrych. Ada rzuciła się na łóżko i zaczęła rozglądać się po swoim pokoju. Był zupełnie inny niż szkoła. Mały, i jeszcze do końca nie wykończony. Na podłodze stały pudła z niewypakowanymi rzeczami z przeprowadzki.
Na ścianach, do końca jeszcze nie pomalowanych wisiały plakaty znanych gwiazd, których lubiła Ada. W głowie cały czas huczały jej słowa Kingi. One naprawdę chciały mieć ją w swojej grupie.
Bohaterka zeszła na dół i odgrzała sobie obiad , który rodzice zostawili jej na stole. Jedząc , również myślała o tym co ją spotkało.
_________________

Ciąg dalszy nastąpi....


czwartek, 24 czerwca 2010

Hey.

Hej. Mam na imię Ada i na tym blogu , będę zamieszczać swoje opowiadania.. może kiedyś napiszę krótką książkę. Mam nadzieję, że się spodoba. :)

"Potęga miłości"


To był czerwcowy weekend.
Jeden z ostatnich w tym miesiącu.

Maggie wybrała się na spacer do parku, wraz z psem. Jak zwykle zresztą.
Pomyślała.. : " Dzień, jak dzień". Nudny, szary.. i smutny. Ale wgłębi jednak, czuła ,że dziś będzie inaczej.

Z tych jej "myśli" wyrwał ją pies. Urwał się ze smyczy i biegł w kierunku ulicy.
"Stój!,stój!"- krzyczała Maggie, ale Bimber jej nie słuchał.
Biegł z językiem wywieszonym i widać nie miał zamiaru stanąć. "Co mu wpadło do głowy?"-pomyślała.
Nagle, jakiś mężczyzna złapał go na ręce. Maggie podbiegła do niego, podziękowała i już wyjmowała z portfela pieniądze , by mu zapłacić, kiedy on odezwał się. "Co pani robi ?" - i zaczął się śmiać. "chyba nie chce mi pani płacić ? "-spojrzał, uśmiechnął się , kiwnął głową, i spokojnym ruchem odszedł ku jezdni. Maggie , czuła się jakoś.. tak... dziwnie.

On kogoś jej przypominał. Ale nie wiedziała kogo. Ogólnie Maggie miała dziwne życie. Ojciec odszedł gdy miała 6 lat.
Tak po prostu.
Zniknął.
Bohaterka dużo myślała o tym wydarzeniu w parku.
Może.. to był jakiś Anioł Stróż. "Co za głupoty"- Pomyślała zrezygnowana i wróciła do swojej szarej rzeczywistości.
-Maggie , proszę posprzątać wreszcie swój pokój !-krzyknęła mama z dołu.
- Proszę cię już o to od zeszło rocznej Wielkanocy !
-Dobra, dobra. Zaraz to zrobie.- odparła żałośnie Maggie.

-Zaraz to jest taka bakteria.-odparła mama.
-To zarazek a nie zaraz .
-Nie dyskutuj ze mną ! raz, dwa proszę posprzątać pokój, bo inaczej nici z koncertu !
-Mamo, ale .. !-odparła smutno Maggie,
-Koniec kropka. Do 19 pokój ma być czysty !
I nagle Maggie , wstała i trzasnęła drzwiami.
Była taka zła.. bardziej niz osa , której zabrano kwiat z dużą ilością pyłku.
No ale cóż.

Zabrała się za sprzątanie swojego pokoju.
Jej sypialnia była jak każdej nastolatki.
No może nie każdej.
Większość pokojów nastolatek ozdobione są plakatami itp.
Tu , było podobnie, lecz to nie były plakaty gwiazd.
Ale na przykład plakaty, które Maggie sama malowała.
To była taka dusza artystyczna.
Maggie, położyła się na łóżku i włączyła mp3.
Była pewna, że już jest posprzątane.

Mama weszła do jej pokoju i odparła : -
-I jak tam "zarazku"? - uśmiechnęła się.
-Hy? - zapytała , z zażenowaną miną Maggie.

-No , pamiętasz jak sprzeczałyśmy się co to znaczy zarazek i zaraz ?
No i ja cię nazwałam "zarazek".-odparła mama z uśmiechem i czekała na reakcję córki.
-Eee.. mamo.. to nie jest śmieszne- odparła Mag i znów położyła głowę na poduszce.

-Coś cię dręczy?
-Nie.. i tak nie zrozumiesz.
-To może pozwól mi spróbować ?- zapytała mama .

-Dziś w parku, uciekł mi Bimber.-zaczęła opowiadać
- i jakiś pan wziął go na ręce i oddał mi go , dając jakiś komplement.

Wszystko byłoby ok., gdyby nie to, że ja go skądś znam..
Ale kompletnie nie wiem skąd.
Miał takie oczy.. jak tata.
Opowiadałaś mi o nim w końcu trochę , prawda ..?-zapytała Maggie.
-No tak.. - pokiwała głową mama..
- Dobrze. Czas wreszcie wyznać Ci prawdę.
-Jaką prawdę mamo ?- zapytała wystraszona Maggie- No mów ! Mamo !
-Dobrze.. już dobrze.
Twój ojciec, odszedł od nas.. ale nie dlatego , że chciał..
On musiał.

10 lat temu, gdy miałaś 16 lat, twój tata dostawał jakieś.. listy z pogróżkami.
-Nie wezwaliście policji?- zapytała zaciekawiona Maggie.
-No oczywiście , że tak. Ale oni twierdzili , że są bezsilni.
Wtedy twój tata, postanowił, że wyjedzie gdzieś za granicę.
Chciał nas chronić.
Nie mówiłam Ci.. bo byłaś za mała.. zrozum. Bałam się .
-Rozumiem mamo..-odparła ze łzami w oczach Maggie.-
-Chcesz powiedzieć, że ten pan w parku to był tata ?
-Myślę , że tak. - odparła mama- dzwonił niedawno, że jest już w naszym mieście.
Bał się jednak wyznać Ci prawdę, bo bał się, że może uznasz, że odszedł,
bo znalazł inną.
- A ty ?- zapytała Mag.
- Ja .. na początku też.. ale wierzyłam , że twój tata nie jest taki.
On za bardzo nas kochał, żeby odejść..- zakończyła mama i było widać ,że chce jej się płakać.
- Dlaczego więc się z nim rozwiodłaś ? - zapytała córka.
- Nie rozwiodłam. Pomyśl. Przecież ja też go kocham. Chociaż nie widziała, nie slyszałam sie z nim przez 10 lat.
-To się nazywa prawdziwa miłość ..- odparła Maggie.
-Dziękuję , że zrozumiałaś. - odrzekła mama i zaczęła płakać.
A wraz z nią.. jej córka.
Nagle rozległ się dzwonek.
-To pewnie Betty. Przecież mamy iść na koncert.- otarła łzy Maggie.
Ale .. ja nie idę.. Zostanę z Tobą..-spojrzała na mamę.
-Kochanie.. nie musisz.-uśmiechnęła się.
-Tak ? .. ale ja chcę.-odparła Maggie.
-No dobrze. Idź otwórz te drzwi !
Maggie zeszła na dół, spojrzała przez dziurkę i w jej oczach znów pojawiły się łzy.
Otworzyła , skoczyła w ramiona i szepnęła :
-Dziękuję.